Autor Wątek: Sukosan-Primosten-Rogoznica-Milna-Bol-Hvar-Sibenik  (Przeczytany 9300 razy)

Lipiec 24, 2013, 15:29:08
  • Motorowodny Sternik Morski
  • **
  • Wiadomości: 54
    • Wawa
  • Akwen: WJM
Poniżej relacja z majówkowego rejsu po Adriatyku. Założyłem nowy wątek - taka była sugestia na czerwono :)

Sobota 27.04
Dzień zaokrętowania w Marinie Dalmacja w Sukosanie. Pogoda nie nastraja jakoś szczególnie optymistycznie: 13 stopni i pada. Pełne pokrycie chmur. Zakładam polarek i z uśmiechem kieruję się do biura charter'owego. Pogoda musi przecież się zmienić na lepsze bo jutro zaczynam mój dziewiczy słony rejs.
W biurze pełna profeska, wszystko czeka na moją kartę kredytową. Płacę za końcowe sprzątanie i procedury (120 Eur), opłatę klimatyczną (20KN za osobę x dzień) i klucze są moje. Jeszcze tylko przekazanie łodzi. Stoi blisko. Nie zabieram załogi aby spokojnie posłuchać: który guzik do czego. Jest ich trochę. Jakoś zapamiętałem.
Zaokrętowanie i już się gęby cieszą: pierwsza kolacja, odprawa, podział obowiązków i lekkie piwko z korzeniami na sen.



Niedziela 28.04
Wczoraj nie zwróciłem uwagi ale wokół praktycznie sami Polacy - majówka.
Jemy śniadanko i wychodzimy. Podobno zbiorniki mamy pełne, choć wskazówka jest dobre 2mm od full. Kazali mi uwierzyć na słowo, że jest full. Zakładając dobrą wolę uwierzyłem. Płyniemy w kierunku Biogradu. Po drodze stajemy przy bardzo ładnych wysepkach: Vela i Mala Bisaga. Ta mniejsza jest chyba prywatna i bardzo ładnie zagospodarowana. Po środku przyjemne wypłycenie, więc próba pontonika z silniczkiem. Okazuje się, że z paliwem pływałby dużo lepiej  Zatankujemy przy okazji.
Wieje nam w nos i to dość mocno. Zaczynam dostrzegać subtelne różnice w stosunku do Mazur. Załoga także ale dzielnie dopływamy do Primosten.



Tutaj w zeszłym roku zazdrośnie patrzyłem na zacumowane łódki i śniadania przy promenadzie na pokładzie. W tym roku sobie odbiję 
Wieje coraz mocniej. Już martwię się jak będzie w porcie. Byłem pewien, że będzie pusto ale myliłem się: 2 wolne miejsca. Jedno właśnie zajmowane dość sprawnie przez załogę jachtu, więc obsługa prosi o czas. Kręcimy się 3 minuty i przychodzi kolej na nas. Wiatr dopychający i w kierunku plaży. Ręce mokre, jeszcze 2 kółka aby trafić w mniejszy wiatr i… wychodzi nadspodziewanie dobrze. Załogę mam żaglową, więc unieruchamiają łódź dość szybko. Mooringi. Jutro to one popsują humor naszym sąsiadom. Stajemy obok majestatycznego katamaranu z męską, wielopokoleniową załogą Niderlandzką. Kolacja, smichy-hihy i koniec dnia.

Poniedziałek 29.04
Wieje z SE. Jak dla mnie dość mocno 
Załoga katamaranu chce wychodzić i prosi o pomoc. Stajemy z odbijaczami. Uruchamiają silniki i niestety wkręcają mooring w śrubę. Konsternacja. Jach jest dopychany do nabrzeża przez wiatr a trzeba zejść pod wodę i go uwolnić. Znajduje się jeden śmiałek w śród załogi - chyba bym się nie podjął. Schodzi między katamaran a brzeg. Na szczęście po 2-3 minutach udaje mu się odkręcić cumę.
Druga próba wypłynięcia. Skipper daje mocno na przód licząc, że zdąży wyskoczyć przed naszą łódkę zanim wiatr go na nas zepchnie. Ledwo nas mija i zahacza jeszcze swoją wleczoną cumą rufową o nasz mooring.





Szarpnęło nami zdrowo i go zerwało. Wybraliśmy szybko ten leżący obok i w międzyczasie utrzymaliśmy się na miejscu dzięki sterowi strumieniowemu. Mocny poranek. Za noc płacimy 280KN. 4 prysznice. Warunki średnie.
Wychodzimy bez przygód bo wiatr osłabł i mieliśmy trochę więcej miejsca.



Do wieczora kręcimy się po okolicy, odwiedzamy znajomych i zawijamy na noc do Rogoznicy. Cichuteńko w tej marinie. Stajemy obok bardzo przyjemnej, polskiej załogi. Cana za Marinę Frappa w Rogoznicy: 403 KN



Wtorek 30.04
Kierunek Brac. Milna. Polecał ją Sajmon. Po drodzie momentami kompletna cisza. Mijając Soltę morze jest tak płaskie, że ciężko jest je odróżnić od nieba. Pojawiają się delfiny. Świetna sprawa.

Milna jest urocza!



Bardzo sennie, świergot ptaków, cumujemy burtą do nabrzeża. Będzie dalej pod prysznice ale mamy Konobę na wyciągniecie ręki. No i będzie gdzie obejrzeć mecz z naszymi.







Marina jest bardzo ładna: prysznice czyste (bardzo). Pani w recepcji urocza - opowiada historię życia i stwierdza, że ma nadzieję że Chorwacja zyska choć połowę tego jak świetnie Polska po wejściu do UE.... Dobrze się tego słucha 
Cena za postój 387 KN. Jeszcze raz bardzo polecam. Widoki i klimat ciężki do pobicia. Może dlatego, że prom ze Splitu tu nie dociera?


Środa 01.05
Ruszamy rano z zamiarem pokręcenia się po okolicy. Od rana cieplutko (26), więc kierujemy się do znanej z kartek pocztowych atrakcji wyspy Brac: Zlatni Rat. Zaczynamy jednak od tankowania łódki. Wygodne podejście, jesteśmy sami a licznik wskazuje 0.000 co ponoć nie jest normą na stacjach i trzeba uważać na próby zakrzywiania rzeczywistości przez obsługę. Zanim się dobrze nie zatrzyma oni już mają pistolet w dziurze a na cyferblacie magicznie obserwujemy, że już mamy do zapłacenia powiedzmy 300KN 
Tu nie oszukują, albo jeszcze nie sezon i czekają na większy tłok i zamieszanie.
No więc - pierwsza chwila prawdy jak to jest z tą Adrianą 36. Płynęliśmy raczej cruising'owo, 8-10 węzłów. Do zbiorników nalewamy paliwo za 2.138 KN czyli 225 litrów.



Wypływamy zostawiając Milną, do której wrócę na pewno.
Leniwa godzinka i przez Splitska Vrata docieramy na sławny, uformowany przez prądy i wiatr Zlatni Rat. Stajemy na kotwicy 30 metrów od brzegu NW. Sielanka: słonko, dłuuuuuga plaża, ładny brzeg Brac'u: jakieś groty, małe zatoczki.
Jemy lunch, skaczemy z trapu i kursujemy na plażę naszym pontonem.







Dobre miejsce na postój. Czas ruszyć w kierunku widocznego Hvar'u. Po 1.5h jesteśmy w porcie Hvar. Duży ruch ale da się wytrzymać. Mamy okazję "uratować" potrzebujących. 2 facetów w drewnianej łódce z martwym silnikiem macha do nas rozpaczliwie oddalając się od destynacji.
Mister, Misteeer, please heeeelp!
Łapią cumkę i docierają do brzegu. Krzyczę żartując:
200 Euro Guys!
This boat costs less Mister.
Odpowiadają ubawieni   ;D
W dobrych humorach płyniemy do Stargego Gradu. Tam niespodzianka: port jest prawie pełny i obsługa informuje nas, że nie ma gdzie nas postawić. Znajdujemy sobie miejsce sami ale brakuje tam mooring'u. Stajemy rufą na kotwie. Już po zmierzchu docierają 2 jachty z polskimi załogami. Robimy jedno miejsce obok nas przestawiając trochę dziób i łódki autochtonów z drugiej strony. W końcu stają w innym miejscu.
Mimo pełnego obłożenia marina nie działa w pełni: brak pryszniców… Płacimy za postój 180KN czyli najtaniej na naszym szlaku. To dużo biorąc pod uwagę, że kapitanat nie dysponuje nawet komputerem z internetem aby sprawdzić prognozę. Samo miasteczko warte odwiedzenia. Jest stare i warto zobaczyć choćby rzymskie mozaiki.

Czwartek 02.05
Pogoda zmienia się. Nadal jest ciepło ale ciśnienie spadło i mamy pełne pokrycie nieba chmurami. Prawie nie wieje a Adriatyk mocno faluje.



Dochodzę do wniosku, że może gdzie indziej wieje mocno i zafalowanie po prostu dociera tu gdzie jetem. Może ktoś ładniej to wytłumaczy? Niewiele się dzieje - prujemy fale płynąc tym razem po stronie NW wyspy Solta i podziwiając platformę wydobywczą z bakburty. Po 4 godzinach huśtawki docieramy w okolice Primosten gdzie zabieramy na pokład naszych znajomych. Wypogadza się i mamy już tylko godzinkę do Sibenika. Bardzo ładne jest to wejście przez kanał Św. Ante. Czy ktoś zwiedzał te kanały, których wejścia widać płynąc do i z Sibenika?



Stajemy w Marinie Mandalina. Wszystko pachnie nowością i infrastruktura jest najwyższej jakości. Ceny także: 530 KN za postój. Marina usytuowana jest z dala od starego miasta. Dobrą opcją aby dostać się na wieczorną kolację przy Katedrze Św. Jakuba jest taksówka wodna. Dzięki niej można sobie nieco popuścić pasa, if you know what I mean ;-)

Piątek 03.05
Z kolacji wróciliśmy cali i zdrowi a nasi znajomi odjechali ostatnim autobusem do Splitu z międzylądowaniem w Primosten. Zwiedzamy jeszcze katedrę i przyległości.






Postój przy starówce płatny: 150 KN za 2h.



Nasza eskapada dobiega końca i płyniemy w kierunku Sukosanu. Jeszcze test V-max - Adriana 36 płynie 20 węzłów i pochłania przy tym paliwo jak smok rycząc jak ich stado. Lepiej jednak pływa się 8-10 węzłów - wszystko wolniej się dzieje, mogę zgrabnie minąć żaglówki i mniej boli głowa po kolacji.
Stajemy na lunch i kąpiel w zatoce przy wyspie Vinik Veli. W Sukosanie tankujemy łódź do pełna (rzeczywiście wskazówka jest 2mm od full mino, że full) i zaczynamy się pakować.

Było bardzo miło. Śniadania na łodzi smakują najlepiej na świecie. Możliwość przebywania tygodnia na świeżym powietrzu jest fantastyczna. Nie było tłumów i pogoda dopisała. Doświadczenia są bezcenne - bardzo się z nich cieszę. Dziękuję starszym stażem kolegom za rady - przydały się.

Wrócimy napewno. Wystartujemy z Trogiru aby zwiedzić południową Dalmację.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 24, 2013, 20:48:06 wysłana przez piotrszylejko »
Chwilowo bez jednostki.

Lipiec 24, 2013, 16:59:55
Odpowiedź #1
a żeście zaszaleli gratulacje wyprawy :) 

ps: mało fotek :(

jeśli masz zapodaj tutaj :) http://upload.secondsun.pl/
Zobacz projekt Mojej DataLine Suva
  -> Kliknij tutaj : link do tematu <-
 

Lipiec 24, 2013, 18:55:01
Odpowiedź #2
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 6272
  • Motorowodny Sternik Morski
    • Szczecin
  • Akwen: Dolna Odra i Zalew Szczeciński
Fajna relacja, faktycznie brakuje więcej zdjęć  :)

Update: relacja sporo zyskała. SUPER  :)
Pzdr,
Arek

Eurocrown 195CCR + Mariner Optimax 135

Lipiec 24, 2013, 20:50:01
Odpowiedź #3
  • Motorowodny Sternik Morski
  • **
  • Wiadomości: 54
    • Wawa
  • Akwen: WJM
Chwilowo bez jednostki.

Lipiec 24, 2013, 22:51:06
Odpowiedź #4

Lipiec 24, 2013, 23:35:28
Odpowiedź #5
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 16
    • Lublin
Piotr jaki Cię wyniósł koszt (jeśli to nie tajemnica) wynajęcie łodzi, cumowanie do portów , paliwo itp. ?

Lipiec 25, 2013, 00:01:26
Odpowiedź #6
  • Motorowodny Sternik Morski
  • **
  • Wiadomości: 54
    • Wawa
  • Akwen: WJM
Łódź - 2.600 Eur = 11k pln
Paliwo - 500 litrów = 2.6k pln
Mariny - 2000 HRK = 1.1k pln
Suma 15k pln za 7 dni + dojazd i jedzenie ale tu można zarówno poszaleś jak i pooszczędzać. My śniadania i kolacje robiliśmy sami na łodzi a na obiad chodziliśmy do Konoby, zawsze jakaś się znajdzie. Ceny jak u nas.
Chwilowo bez jednostki.

Sierpień 18, 2013, 09:42:26
Odpowiedź #7
  • **
  • Wiadomości: 33
    • Konin
  • Akwen: Wody lokalne
Koszty całkiem spore . Ale wiadomo czarter .Trochę mnie przerażają te ceny marin . Jestem ciekaw czy z własną kabinówką Shetland 536 ( planuję wyjazd w przyszłym roku ) dałoby się jakoś te koszty zminimalizować . Postoje  nap w małych porcikach rybackich lub coś w tym rodzaju . A może wynająć jakiś apartament dysponujący dostępem do własnej kei i stąd robić ewentualne wypady . Wdzięczny będę za rady bo jak  mówią " kto pyta nie błądzi "

Sierpień 21, 2013, 20:18:53
Odpowiedź #8
  • ***
  • Wiadomości: 160
    • tczew
  • Akwen: Wisła dolna
Prawie wszystkie wymienione mariny odwiedziłem,ale znowu we wrześniu ruszam na Chorwację, na żagle.Bavaria 48 będzie czekać w  Biogradzie.Nie mogę się doczekać.

Wrzesień 01, 2013, 16:55:38
Odpowiedź #9
  • Motorowodny Sternik Morski
  • **
  • Wiadomości: 54
    • Wawa
  • Akwen: WJM
Koszty całkiem spore . Ale wiadomo czarter .Trochę mnie przerażają te ceny marin .

Prawda jest taka, że da się zawijać do tańszych marin. Trzeba tylko poszukać. Z jednej strony jest Marina Mandalina (Sibenik) ale są też alternatywne miejscówki.
Chwilowo bez jednostki.

Listopad 21, 2013, 21:12:12
Odpowiedź #10
  • Motorowodny Sternik Morski
  • **
  • Wiadomości: 54
    • Wawa
  • Akwen: WJM
Zaczynam planować kolejną majówkę. Oczywiście Dalmacja. Może trochę na południe tym razem jeśli znajdę łódkę w rozsądnej cienie i z 3-ma kabinami.

Może ruszyć ze Splitu?...
Chwilowo bez jednostki.