Autor Wątek: Z Zalewu Zegrzyńskiego do Szczecina  (Przeczytany 2085 razy)

Marzec 14, 2015, 20:33:50
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
    • Warszawa
  • Akwen: Bałtyk
Zamiar spłynięcia Wisłą do Bydgoszczy i dalej do Szczecina był odkładany od kilku lat, ale wreszcie w 2013 roku były sprzyjające okoliczności, łódka zimowała w Nieporęcie na poprawkach u szkutnika i stan Wisły pozwalał na płynięcie łodzią o zanurzeniu 65 cm.
Ruszyliśmy we dwóch ze szwagrem w niedzielę 28 kwietnia po 13 z Nieporętu, gdzie właśnie zwodowaliśmy się na slipie w Porcie Nieporęt. Dlatego w końcu kwietnia, bo Wisła była wysoka po prawie alarmowym stanie i nie chciałem czekać aż zbytnio opadnie, a dlatego dopiero w niedzielę, bo w sobotę lało jak z cebra. Zresztą w niedzielę rano też, jak się wodowaliśmy jeszcze mżyło, ale miało przestać. Tak też się stało, a o 16 na śluzie Żerań wyjrzało słońce. Musieliśmy wcześniej zadzwonić do śluzowego i przekonać go, żeby nas śluzował po 14.30, przed sezonem jest to godzina ostatniego śluzowania. Po wyjściu na Wisłę nastawiliśmy się na jakieś smrodki na Bielanach, ale nic, zapachy wiosny i CZYSTA woda. Wreszcie Wawa nie truje! Wszystko spływa do Czajki. Podobno to zasługa HGW, nie żeby tu jakaś agitka, ale czytałem relację z 2012 kogoś, kto płynął do Płocka i do Modlina był syf i smród niemiłosierny. W każdym razie w dobrych nastrojach dopłynęliśmy do ujścia Narwi, zajrzeliśmy rzucić okiem na spichlerz i podeszliśmy dziobem do jakiejś wyspy i tam kolacja i spać.
Rano w poniedziałek 29 kwietnia ruszyliśmy wcześnie, bo mieliśmy cichą nadzieję na kolację w Toruniu, a czekał nas płytki odcinek od Czerwińska do Kępy Polskiej i śluza we Włocławku. Za Czerwińskiem wleźliśmy na płyciznę, rzeka rozlewa się na dobre 500 metrów i nie wiadomo gdzie nurt, ale wszystko się dobrze skończyło. Dobrze, że silnik diesel 30 koni, pychem jakoś udało się odwrócić pod prąd i jakoś ruszyliśmy. Jest to chyba najładniejszy odcinek Wisły w dół od Wawy, pełno wysp, czasami płynęliśmy na czuja bo obie odnogi podobnej szerokości, a oznakowanie dopiero umieszczali po wyjątkowo długiej zimie. Do Płocka dopłynęliśmy około południa i stanęliśmy w klubie Morka po wodę, bo z 200 litrów zatankowanych w Nieporęcie zostało z 20, bo po uruchomieniu pompy nie zauważyliśmy, że był otwarty zawór spustowy bojlera i woda była, ale w zęzie. Ponieważ temperatura wody w Wiśle jeszcze nie kąpielowa trzeba było dobrać. Oczywiście na rzekach kran przy kei to jakaś fanaberia, ale mam 50 metrów węża, więc daliśmy radę. Obok nas cumował kabinową motorówką pan z dwiema córkami 6 i 10 lat i pytał o stację benzynową na wodzie, ale w mieście Orlenu to też jakaś fanaberia. Ponieważ wypływając w pośpiechu zapomniałem zabrać kosmetyków i ręcznika, postanowiłem zaproponować wspólną wyprawę taksówką dla obniżenia kosztów transportu do sklepu i na stację . Po drodze dowiedziałem się, że pan wybiera się do Gdańska i dla odmiany zapomniał dużego kanistra, więc bał się płynąć z zapasem 30 litrów wachy do 10 konnej Yamahy. Tak więc uzupełniliśmy zakupy o 20 litrowy kanister, wachę i resztę i ruszyliśmy dalej. Przed Włocławkiem jedyny raz na całej trasie skropiło nas trochę i o 15 byliśmy przed śluzą. Okazało się, że właśnie poszedł w dół pchacz z barką, więc mamy godzinkę postoju. W awanporcie czekał następny zestaw z elementami nawierzchni mostu dla Torunia, więc mieliśmy nadzieję, że pójdziemy razem. Tak też się stało, pchacz wprowadził barkę, przycumowali się do pływających polerów i weszliśmy cumując się do burty pchacza. Lepiej być nie mogło, bo zamiast pilnować burt w obrośniętej śluzie gadaliśmy z właścicielem i kapitanem pchacza. Okazało się, że jako jeden z nielicznych na polskich wodach ma już 3 rok robotę, bo najpierw transportował elementy mostu w Kwidzyniu, a teraz nowego mostu w Toruniu.

Marzec 14, 2015, 20:44:15
Odpowiedź #1
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
    • Warszawa
  • Akwen: Bałtyk
Śluza we Włocławku czynna była do 18 i jednostki turystyczne śluzowane są jak się zbiorą chyba minimum 3, ale my tego problemu nie mieliśmy, szliśmy z zawodowcami. Na ostatnim zdjęciu jest dowód, że to prawdziwi zawodowcy, ten śmigłowiec parkujący na barce latał nad nami przed śluzą, może był używany przez transportowców do sprawdzania płycizn i sytuacji nautycznej na trasie z Płocka do Torunia? Taki transport ma pewnie niezły budżet i opłaca się może nawet taki zwiad.
W każdym razie Włocławek z wody niefajny i dalej bez problemów grzaliśmy z prądem nawet 15-16 km/h, więc szybko osiągnęliśmy Nieszawę gdzie jest słynny prom bocznokołowy. Zaczęło się zmierzchać i zaczęliśmy się zastanawiać nad zacumowaniem, ale stwierdziliśmy, że choć jesteśmy w wieku poborowym  8) to i tak nie zdążymy na fajfa do Ciechocinka i grzejemy dalej. Ponieważ w miarę zbliżania się do Torunia poświata na rzece była coraz jaśniejsza, szliśmy po ciemaku ostatnie kilometry. Co prawda tuż przed Toruniem na budowie nowego mostu zmyliło nas trochę światło błyskowe żółte na środku rzeki, które jak się po chwili okazało, jednak było kardynałką północną, ale po niegroźnym zabłądzeniu wydostaliśmy się na właściwy szlak. Pomogli nam panowie ze służby pilnującej budowy wypływając motorówką ze szperaczem, trochę byli zdziwieni widokiem jachtu w nocy na rzece. Potem płynąc wzdłuż Bulwaru Filadelfijskiego żałowaliśmy, że niema statku restauracji przycumowanego do wspomnianego schodkowego wybrzeża, chcieliśmy stanąć do jego burty, a tak musieliśmy wejść do zdewastowanego portu rzecznego poniżej centrum. Szukaliśmy tam 15 minut jakiegoś pomostu i w końcu zrezygnowani stanęliśmy do pół zatopionej barki z której nie było zejścia na brzeg. Tak więc zamiast kolacyjki w knajpce wypiliśmy po piwku i wkurzeni poszliśmy spać. Toruń jest trochę odwrócony tyłkiem do wodniaków, a ma fajny port blisko centrum i piękne nabrzeże gdzie tylko (jak w Tczewie) trzeba parę pali i pływające pomosty połączone trapem z nabrzeżem. (Podobno mieliśmy niefarta, bo statek knajpa stał już 30 kwietnia - dzień później). Następny dzień wynagrodził nam brak kontaktu z toruńskimi pierniczkami - słonko i 15 stopni. W 3 godziny byliśmy na Brdzie i po przejściu śluzy Czersko Polskie wpłynęliśmy do Bydgoszczy - celu I etapu.

Marzec 14, 2015, 20:47:55
Odpowiedź #2
Czekamy na ciąg dalszy- to wszystko brzmi imponująco!!!

Marzec 14, 2015, 21:08:13
Odpowiedź #3
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
    • Warszawa
  • Akwen: Bałtyk
Dzięki piękne, mówisz i masz:
Muszę napisać, że do kanału Bydgoskiego to jo scynścia ni mom.
Pierwszy raz postanowiliśmy przepłynąć trasę z Gdańska do Szczecina śródlądziem w sierpniu 2008. Po 3,5 dniach piłowania Wisły pod prąd, weszliśmy do Bydgoszczy w piątek ok. południa i okazało się, że rano została podjęta decyzja o zamknięciu kanału do poniedziałku z powodu bardzo niskiego stanu Noteci i braku dostatecznej ilości wody do śluzowania. W poniedziałek jak się zbierze kilka jednostek, to puszczą kaskadę. Perspektywa stania 3 dni w centrum miasta w upały ponad 30 st. zniechęcała nas, ale dodatkowo śluzowy ostrzegł, że roślinność, która i tak jest bardzo obfita, z powodu niskiej wody jest na powierzchni i będzie się ciągle wkręcać w śrubę, a mamy silnik stacjonarny. Chcieliśmy więc zostać 1 dzień i ruszyć w sobotę, ale okazało się, że śluza Czersko jest czynna tylko w dni robocze do 1600 mimo środka sezonu!!! Szlag nas trafił, ale cóż, musieliśmy szybko zrobić zakupy i odwrót do Górek. Wisła od Bydgoszczy do ujścia też piękna i szybsza niż odwrotnie ;) .
W 2009 postanowiłem więc robić spływ w końcu czerwca i wiozłem łódkę z Mazur do Bydgoszczy na przyczepie, niestety w Iławie nastąpiła awaria samochodu. Po tygodniowej naprawie nastało 10 dni niżów, więc jak w końcu pogoda się poprawiła, to musieliśmy zawieźć łódkę do Górek, bo byliśmy jeszcze zimie umówieni na rejs na Bornholm.
W 2013 roku od razu zaplanowałem to na 2 etapy - najpierw do Bydgoszczy licząc na wysoką Wisłę i później do Szczecina w drugiej połowie maja jak już będzie trochę cieplej.
Zadzwoniłem więc w pierwszej połowie kwietnia do Klubu Gwiazda w Bydgoszczy, gdzie jest fajna przystań, aby omówić warunki 3 tygodniowego postoju. Tam dowiaduję się, że śluza Okole nieczynna z powodu awarii. Zaglądam na stronę RZGW, a tam nic niema na ten temat. Dzwonię więc do biura w Bydgoszczy i dowiaduję się, że owszem śluza zamknięta, a komunikatu niema, bo to dopiero początek sezonu, a w ogóle stronę prowadzi Poznań itd, itp. Pytam się więc co robić, i dowiaduję się, że śluza miała być remontowana na jesieni 2012, i że stają na głowie, żeby śluzę uruchomić na Ster Na Bydgoszcz po 20 czerwca. Pani radzi wyjąć łódź na slipie na Brdzie i zwodować w przystani Klubu Gwiazda. Tracę w ten sposób 2 najciekawsze śluzy na szlaku - Okole i Czyżkówko po ok. 7 metrów spadu, ale dochodzę do wniosku, że co roku może być jakaś awaria, śluzy mają po ponad 100 lat (no większość była przebudowywana później, ale nie wszystkie). Ponieważ wiem, że Bydgoszcz Marina na Wyspie Młyńskiej jest prawie gotowa i ma być otwarta w końcu maja, udaje mi się załatwić z szefem, że przetrzyma mi łódź od początku maja przez 3 tygodnie. Tak więc, jak w poście powyżej dopłynęliśmy do Bydgoszczy ze świadomością konieczności przeprawy lądowej w środku trasy. Dobrze, że wieczorem mogliśmy pocieszyć się dobrym piwkiem z minibrowaru koło wyspy Młyńskiej.
Kilka zdjęć zrobionych 1 maja 2013 ze spaceru wzdłóż Brdy do śluzy Okole.

« Ostatnia zmiana: Marzec 14, 2015, 21:21:17 wysłana przez Moris »

Marzec 14, 2015, 21:25:38
Odpowiedź #4
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 5133
  • Motorowodny Sternik Morski
    • Szczecin
  • Akwen: Dolna Odra i Zalew Szczeciński
Wyspę Młyńską odwiedziłem w zeszłym roku, faktycznie fajnie zagospodarowana.

Lubię takie opisy wypraw. Czekam na więcej  :)
Pzdr,
Arek

Eurocrown 195CCR + Mariner Optimax 135

Marzec 14, 2015, 21:26:42
Odpowiedź #5
  • *****
  • Wiadomości: 2615
    • Cigacice
  • Akwen: Odra środkowa
Świetna wyprawa ,opisujcie ciekawie się czyta  ;D

Marzec 14, 2015, 22:58:23
Odpowiedź #6
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
    • Warszawa
  • Akwen: Bałtyk
Dzięki raz jeszcze.
Byłem umówiony na rejs w weekend Boże Ciało wokół Uznamu, a jak się da, to skok do Sassnitz, więc 22 maja grzejemy z przyczepą podłodziową do Bydgoszczy, aby przeprowadzić akcję przeprowadzenia łodzi między śluzami i kontynuować rejs do Szczecina.
Jest umówiony duży samochód pomocy drogowej, mamy się wyciągnąć na slipie na Brdzie i zwodować na Kanale Bydgoskim w przystani Klubu Gwiazda między śluzami Czyżkówko i Prądy. Oczywiście nie poszło jak z płatka i zajęło nam to 6 godzin zamiast planowanych 2-3. No, ale jesteśmy w końcu na przyczepie, jedziemy do przystani Gwiazda, dzwonię do śluzowego na śluzie Prądy, żeby go poprosić o prześluzowanie po godzinach i dowiaduję się, że na 2 dni śluzę zamknęli, aby nie zmieniać poziomu wody w związku z remontem Okola i coś jeszcze robią na Czyżkówku. No szlag mnie niezły trafił, bo nie wiem co robić. Rozwinęli front robót niema co. No niby logiczne, bo i tak kanał częściowo zamknięty, to robią roboty zaplanowane na później. Pytam śluzowego gdzie w takim razie mogę się zwodować, opisuję łódkę, że potrzebuję porządny slip albo nabrzeże do dźwigu (mniej chętnie - koszta). Dostaję telefon do współautora Wielkiej Pętli Wielkopolski Pana Grzegorza Nadolnego z Nakła. Ucinamy sobie dłuższą miłą pogawędkę, Pan Grzegorz poleca port i slip w Nakle, patriotyzm lokalny :) ale jest to rzeczywiście jedyne wyjście. I tak jesteśmy na przyczepie, te 30 km nie wpływa na prędkość tonięcia okrętu, jak mówi mój znajomy szkudnik. Gadam z Panem Grzegorzem niemal całą drogę do Nakła, zapraszam na wieczór na naszą łódkę jak będziemy stać w Nakle na piwko. Okazuje się, że pan Grzegorz stoi na kanale między śluzą Osowa Góra i Prądy na statku szkolnym Szkoły Żeglugi Śródlądowej i czeka uwięziony, aż otworzą śluzę Prądy, płynie stateczkiem na jakąś imprezę wodną do Klubu Gwiazda. Ale zbieg okoliczności.
My w końcu w 3 minuty zrzucamy łódź na wodę na slipie w Nakle, mamy szczęście: całą drogę z Bydgoszczy była burza, teraz jest tylko zimno po pięknym dniu. Jest już za późno na śluzowanie, więc śpimy przed śluzą Nakło Wschód. Tak więc cały Kanał Bydgoski omijamy, bo Nakło to już Noteć. No ni mom scynścia do Kanału Bydgoskiego.
Rano trochę pada, o 7 z minutami śluzujemy się, i wreszcie zaczynamy rejs. 2 następne śluzy, Nakło Zachód i Gromadno są standardowe dla tego szlaku, fajne jest to, że ponieważ jesteśmy jedyni na szlaku, śluzowi powiadamiają następnych i mamy wrota otwarte. Kolejna śluza - Krostkowo to jedyna w Polsce śluza ziemna skarpowa z betonowymi głowami i drewnianym igłowym jazem. Noteć za Krostkowem płynie bardzo szeroką łąkową doliną i parę kilometrów w każdym kierunku niema żadnej osady, to jest chyba najciekawszy odcinek od Nakła do ujścia do Warty. Na dodatek wypogadza się. Za miejscowością Ujście (Gwdy) mamy jeszcze 4 śluzy i osiągamy Czarnków - uroczą miejscowość na lewym brzegu. Piękna wszystkomająca przystań z darmowym postojem (za kaskę UE), przemiły bosman, miasteczko - cukiereczek, i pyszne piwko z miejscowego browaru. Jeszcze dla potrzebujących - stacja benzynowa 100 metrów od przystani, do sklepów też oczywista niedaleczko. Żałujemy, że nie możemy zanocować, czas nas jednak goni, jest dopiero 17, więc jeszcze sporo dnia i mamy zapewnienie, że przepuszczą nas w kolejnych 3 śluzach. Zaopatrujemy się w piwo i z lekkim żalem ruszamy dalej. Nocujemy przed śluzą Wrzeszczyna, zresztą nie chce nam się dalej płynąć, delektujemy się na przemian 4 gatunkami z browaru w Czarnkowie. I tak sporo przepłynęliśmy - 116 km, 11 śluz w 10 godzin, bo ok 1,5 godziny spędziliśmy w Czarnkowie

Marzec 14, 2015, 23:36:37
Odpowiedź #7
  • *****
  • Wiadomości: 874
  • J.Rożnowskie,J.Jeziorak-Zalew Wiślany
  • Akwen: Wody lokalne
Super relacja też czytam.

Marzec 14, 2015, 23:48:58
Odpowiedź #8
  • Nowy Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
    • Warszawa
  • Akwen: Bałtyk
W piątek 24 maja pobudka przed 7 bo jeszcze 4 śluzy, a chcielibyśmy osiągnąć Odrę. Wszystko więc na biegowo, mycie, śniadanie i reszta posiłków. Po drodze mijamy Wieleń, Krzyż, gdzie jest ostatnia śluza i Drezdenko. Nie lądujemy nigdzie, bo na niedzielę na 15 część załogi ma być na lotnisku w Goleniowie, aby wracać do Wawy. W Santoku spory port z nabrzeżem dla statków, jest trochę łodzi motorowych. Tutaj spotykamy jedyną na szlaku barkę turystyczną. Wychodzimy na Wartę i ponieważ jest wysoka woda, płyniemy za darmo 1 km/h szybciej. Szybko dopływamy do Gorzowa, chcemy przybić do brzegu, ale woda jest bardzo wysoka, nabrzeża pozalewane, nie zauważamy nigdzie pływających pomostów, więc płyniemy dalej, bardziej ciekawi nas rezerwat ptaków Słońsk. I rzeczywiście wpływamy na teren Parku - za promem i na lewym brzegu na wysokiej uschniętej topoli siedział bielik i kontrolował ruch na rzece, nas wpuścił ;). Pogoda się popsuła zaczęło silnie wiać, żadnych ciekawych ptaków już nie widzieliśmy. Późnym popołudniem mijamy Kostrzyń, i wchodzimy na Odrę. Pierwsze spostrzeżenie to jaskrawe zielone i pomarańczowe pławy z folią odblaskową, od razu widać, że jesteśmy na rzece gdzie jest ruch zawodowy. Mijają nas zresztą 2 zestawy idące w górę. Prąd znacznie szybszy, robimy 15-16 km/h więc kilometrów ubywa. Odra to jednak potężna rzeka i wcale nie monotonna, krajobrazy zmieniają się dość często, brzeg raz łąkowy, zaraz leśny, po polskiej stronie częściej leśny i wyższy. W sumie najmniej ciekawa wydała mi się Warta w dolnym biegu. Dość szybko mijamy po lewej wejście do śluzy Hohensaaten na kanał Odra-Havela. Przy zapadającym zmroku robimy jeszcze z 10 km puki widać pławy i w końcu cumujemy do zwalonego drzewa w zakolu. Przepłynęliśmy w 15 godzin ponad 190 km, ale to tylko dzięki silnemu prądowi na Warcie i Odrze.
Już w nocy zaczęło padać, a od rana leje. Budzi nas huk silników - idą w dół 2 zestawy. Mijamy Widuchową, gdzie jest odejście na Odrę zachodnią, my płyniemy wschodnią jest podobno znacznie ciekawsza. Przy tym prądzie grzejemy nawet momentami 17 km/h więc wczesnym popołudniem przepływamy pod mostem autostradowym i niebawem Szczecin, akurat przestaje lać. Skręcamy w prawo na Dąbie i cumujemy w AZS, te rejony już znam. Stawiamy maszta i zamieniam płytką płetwę sterową na normalną, stajemy się żaglówką. W niedzielę podrzucam załogę na Wały Chrobrego skąd sobie podjadą na przystanek lotniskowego busa, a sam płynę do Trzebieży. W poniedziałek ruszam sam do Wawy.

W weekend Boże Ciało plan nie wyszedł, pogoda skończyła się w czwartek po południu, popłynęliśmy do Świnkowa przez Starą Świnę i Wapnicę. W Świnkowie już w czwartek wieczór wiało fest, a w piątek już było wiadomo, że nasze plany na Uznam poszły precz. Wałęsaliśmy się trochę i zrobiliśmy wypad do Międzyzdrojów gdzie trafiliśmy na 15 lecie tawerny i był fajny koncert szantowy na 3 zespoły. W sobotę wróciliśmy do Trzebieży gdzie błogosławiłem port rybacki, bo w COŻ fala miała z pół metra.

Jeszcze ostrzeżenie: miałem się przeprowadzić do Stepnicy, ale zajrzałem do stoczni Ladzińscy w Trzebieży (naprzeciwko portu rybackiego) pospawać coś z nierdzewki. Właściciel namówił mnie żebym został u niego, nieduże pieniądze, spokojny port i całodobowa ochrona. Ponieważ byłem zacumowany alongside do nabrzeża z larsena, wyraziłem obawę o bezpieczeństwo takiego postoju. Właściciel obiecał, że w ciągu max 2 dni przecumują mnie do pomostu, bo zwolni się miejsce. Zostawiłem łódkę na 3 tygodnie. Po 2 tygodniach dostaję telefon od syna właściciela, że jest uszkodzona burta, bo wodolot wszedł za szybko i fala wyrzuciła odbijacze i obił się trochę żelkot. Myślałem że to incydent. Po przyjeździe okazało się, że nie przecumowali mnie do pomostu, a łódka stała bez odbijaczy pewnie z tydzień, bo burta była miejscami prawie bez żelkotu. Oczywiście o żadnej odpowiedzialności niema mowy, po awanturze obniżył mi o 100 zł cenę postoju. Naprawę oceniam na 700-800 zł.
Wnioski wyciągnijcie sami.
Maciej Stachowicz
« Ostatnia zmiana: Marzec 15, 2015, 00:03:43 wysłana przez Moris »